Polskie forum łaskotek

Najlepsze miejsce dla miłośników łaskotek

Nie jesteś zalogowany na forum.

#1 2026-02-21 11:21:41

Black
Użytkownik
Skąd: Warszawa
Dołączył: 2021-04-11
Liczba postów: 85
WindowsChrome 145.0.0.0

NN - Leśna Przygoda

Nie znam autora tego opowiadania, a sam tekst ma już ponad 15 lat.


******


LEŚNA PRZYGODA


Historia ta zdarzyła się jeszcze w liceum, w ostatniej klasie tuz przed maturą. Był upalny koniec kwietnia postanowiłem więc uczyć się na dworze. Mieszkałem wtedy z rodzicami w domku poza miastem. Dojazd do szkoły był ciężki, za to świeże powietrze i las w około… Zaprosiłem dwóch kolegów z klasy, żebyśmy pouczyli się razem: Adama, wysokiego chłopaka o przeciętnej urodzie, niezbyt błyskotliwego, za to dość zabawnego, z szerokim uśmiechem na pół twarzy i Michała, przystojniaka z krótko obciętymi czarnymi włosami, ciętym języku i ładnym umięśnionym ciele. Siedzieliśmy nad książkami parę godzin, kiedy Michał przypomniał sobie, że umówił się wieczorem na wspinaczkę po skałkach, zabrał nawet ze sobą sprzęt. Chłopcy zaczęli się zbierać, a ja sprawdziłem, o której mają autobus – jedyny środek komunikacji z miastem, w dodatku jeżdżący co 2 godziny. Do przystanku szliśmy przez niewielki lasek. Kręta ścieżka wiła się między drzewami, a my szliśmy nie spiesząc się, rozmawiając o maturze i planach na studia. Michał dopytywał się cały czas czy zdarzymy, czy autobus przyjedzie i długo będzie jechał, bo za godzinę ma być centrum. Ja zapewniałem, że na pewno zdąży, ale kiedy wyszliśmy na ostatni prosty odcinek ścieżki, z którego widać było przystanek, zobaczyliśmy ruszający z niego autobus. Nie było szans żeby go dogonić. Kiedy Michał to zobaczył wściekły rzucił plecak na ziemię:
- Kurde! Mówiłeś, że zdążymy!
Adam chichotał, ja rozłożyłem bezradnie ręce:
- Miał być za dziesięć minut! Sprawdzałem na rozkładzie!
- A sprawdziłeś czy normalny dzień, czy na niedzielę?
Dopiero teraz do mnie dotarło, ze jest przecież niedziela. Bywaliśmy teraz w szkole tylko trzy dni w tygodniu, więc straciłem rachubę.
- Fuck, patrzyłem na inny dzień.
- Zabiję Cię! – Michał był coraz groźniejszy. – Teraz na pewno się spóźnię! Kiedy następny autobus?
- Za dwie godziny!
- Ale żeś dał dupy Tomek! – Michał przybliżył się do mnie i lekko mnie szturchnął. – Trzymaj go Adam, zaraz mu wpierdolę.
Adam podszedł do mnie, a ja nie myśląc wiele rzuciłem się do ucieczki.
- Goń go! – krzyknął Michał. Porwał w plecak i ruszył za mną.
Biegłem zakusami w stronę gęstszej części lasu, coraz bardziej oddalając się od ścieżki. Chłopcy byli tuż za mną.
- Jak cię tylko złapie! – krzyczał Michał.
„To co wtedy? – pomyślałem. – Nie wklepie chyba koledze z klasy? A może?” Dalsze rozmyślanie przerwał mi niespodziewanie korzeń, wystający z mchu, którego nie zauważyłem. Potknąłem się, upadłem i zacząłem turlać po niewielkiej górce, na skraju której biegłem. Zatrzymałem się trzy metry niżej na miękkim mchu. Chciałem się podnieść i biec dalej, ale do ziemi przygniotła mnie noga Michała. Próbowałem się znów wyrwać, ale chłopak usiadł okrakiem na mojej klacie.
- Mam cię! Teraz jesteś nasz! – wysapał Michał. – Co mam ci teraz zrobić?
- Daj spokój, to tylko autobus, postawie ci browara i zaczekamy na następny.
- Jasne a wspinaczka? Za dwie godziny zamykają klub ze ścianka. Po co tachałem ze sba sprzęt – potrząsnął plecakiem z linkami i bloczkami. – Co z nim zrobić?
Adam który dopiero dobiegł spojrzał na nas:
- Może go przywiążemy do drzewa i zostawimy? Masz te swoje sznurki.
- Do wspinaczki, jak się ma bez nich wspinać?
- I tak nie zdążysz dzisiaj!
- No dobra, ja go trzymaj a ty mi podaj linkę z plecaka!
Michał przycisnął mnie mocniej do ziemi. Zaczałem się wyrywać. Perspektywa spędzenia nastepnych parru godzin na wyplątywaniu się z uwięzi nie był zbyt zachęcająca. Niestety Michał był ode mnie silniejszy i już po chwili miałem rece mocno skrępowane ponad głową i przywiązane do pnia grubej sosny.
- Teraz nogi – powiedział Adam chwytając mnie za łydki. – Pomaż mi bo się wyrywa skubany.
Michał podszedł do Adam z drogim kawałkiem linki. Adam siedział na moich kolanach. Przyciskając mi nogi do ziemi. Na wysokości kostek z mchu wyrastał solidny pień sosny.
- A może tak? Przełóż mu nogę na druga stronę pnia! – rozkazał Michał. Przycisnął moje nogi z dwóch stron do drzewa i zaczął obwiązywać w kostkach a potem przytwierdził je do sosny kilka centymetrów nad ziemią. Chłopcy wstali i patrzyli dumnie na swoje drzewo. Ja szamotałem się, ale węzły trzymały mocno.
- Dajcie spokój i rozwiążcie mnie! Przepada wam darmowy browar! – prosiłem.
- Musisz dostać karę, jutro tu wrócimy i cię rozwiążemy!
- Chyba was pojebało!
Michał i Adam nawet nic nie powiedzieli. Zacząłem się rozglądać, szukając możliwości rozplątania się, kiedy źdźbło trawy zwisające nad moją twarzą połaskotało mnie pod nosem.
- A ciu! – kichnąłem. – Zabierzcie chociaż to cholerne zielsko!
- cha cha cha! Będziesz się musiał z nim męczyć - powiedział Adam. Zerwał inną trawkę i zaczął mnie nią smerać po buzi.
- Przestań! To już przesada! Konwencja genewska zabrania torturowania więźniów! – krzyczałem.
- Ale nie wtedy jak nie umieją czytać rozkładu autobusów! – powiedział rozbawiony Michał. Uklęknął nade mną, wbił mi palce między żebra i zaczął nimi poruszać. Parsknąłem śmiechem i zacząłem się turlać na boki, próbując uciec przed palcami chłopaka.
- Masz łaskotki?
- Nie mam! – krzyknąłem desperacko.
- Jasne, że nie masz – zadrwił Michał. Złapał za brzeg mojej bluzy i koszulki i jednym ruchem podwinął obie i ściągnął mi je przez głowę. Leżałem teraz na mchu z gołą klatą i odsłoniętymi pachami.
- Skoro nie masz, to nie będzie ci to przeszkadzało – naśmiewał się dalej Michał i zaczął jeździć palcami po moich bokach w górę i w dół na co zareagowałem głośnym śmiechem. – Tak tylko się śmiejesz co? I pod pachami tez nie masz?
Palce Michała powędrowały pod moje pachy co spowodowało jeszcze głośniejszy śmiech. A potem zaczęły zataczać koła na moim brzuchu. Napinałem mięśnie, ukazując niedawno wytrenowany sześciopaczek, ale nic to nie dawało, łaskotki były straszne.
- Na brzuszku tez nie masz co? Adam pomóż mi, mamy jeszcze dwie godziny do autobusu!
- O Tomek, to masz przejebane – zaśmiał się Adam, który zrozumiał jak Michał zamierza spędzić czas oczekiwania na środek transportu. Uklęknął przy moich udach i próbował mnie tam połaskotać, ale że trafił na jedyne miejsce mojego ciała pozbawione gilgotek, niezadowolony z braku efektu usiadł przy moich stopach. Tego najbardziej się bałem.
- Zobaczymy czy tutaj masz łaskotki? – powiedział i powoli pociągnął za sznurówki butów.
- Dobrze! Zdejmij mu buty! – rozkazał Michał. Usiadł okrakiem za moja głową i zabrał się za łaskotanie mnie pod pachami. Adam poluzował sznurówki i ściągnął mi lewego buta. Miałem wtedy na nogach adidasy do biegania, a pod spodem bawełniane sportowe skarpetki białego koloru z paskami na kostkach. Adam chwile przyglądał się mojej stopie, jakby zastanawiając się od czego zacząć łaskotki, poczym powoli przejechał palcem od pięty pod palce.
- Aaa! – krzyknąłem gwałtownie się wyrywając. Adamowi się to spodobało. Zaczął gładzić moją stopę w ten sposób, powoli sunąć opuszkiem palca od góry do dołu i powrotem, co mnie potwornie łaskotało. – Proszę przestań! Tylko nie po stopach!
- He he he! Chyba znalazłem miejsce gdzie Tomek ma największe łaskotki! – ucieszył się Adaś. – Zostaw jego pachy Michał i choć tutaj. Jest jeszcze druga stopa do obstawienia!
- Mówisz? To już tam do ciebie idę. A ktoś tu mówił, że nie ma łaskotek!
- Ok., mam! Przyznaje się, mam! Tylko zostawcie moje stopy! Nie wytrzymam tego! – błagałem, ale bez skutku. Michał podszedł do moich nóg, usiadł przy nich i powoli zaczął ściągać mi drugiego buta, jakby chciał jeszcze podkreślić, że ma dużo czasu, żeby torturować moje stopy i nigdzie nie musi się spieszyć. Adam przez cały ten czas łaskotał moją drugą stopę przesuwając teraz już dwoma paluszkami z góry na dół. Michał zdjął mi w końcu drugiego Adidasa. Teraz miałem obydwie stopy bez butów, w białych soksach, mocno przywiązane do drzewa i narażone na bezlitosne łaskotanie.
- To teraz uważaj Tomek, jestem mistrzem łaskotek po stopach! – powiedział Michał i zaraz to udowodnił. Rozpoczął łaskotki od bardzo delikatnego smyrania mojej stopy po środku, potem zwiększał intensywność gilgotek, schodząc niżej w kierunku pięty, co łaskotało mnie coraz bardziej. Śmiałem się, rzucałem na boki i poruszałem stopami, aby uwolnić je od gilgoczących palców chłopców, ale bez rezultatu.
- Łaskocz go po pietach! – Powiedział Michał do Adama. – Patrz jakie ma tutaj łaskotki!
Adam od razu posłuchał. Łaskotali mnie teraz obaj po piętach, wszystkimi palcami ręki bardzo delikatnie gładząc skórę stóp przez skarpetkę. Bałem się co będzie dalej, bo w piętach wcale nie miałem największych łaskotek i nie musiałem długo czekać, żeby chłopcy to odkryli.
A może po paluszkach? Co? – zaczął się ze mną droczyć Michał. – Jakie masz łaskotki w paluszkach?
- Proszę tylko nie tam! – krzyknąłem.
- A co duże masz łaskotki miedzy paluszkami? Zaraz to sprawdzimy!
- Mam duże, tak! – postanowiłem nie kłamać tym razem. – Nie łaskoczcie mnie tam!
Moje błagania nic nie dały. Chłopcy przerwali łaskotki i spojrzeli porozumiewawczo na siebie i jednocześnie, jak na rozkaz zaczęli łaskotać moje palce u stóp. Szybkimi ruchami najpierw delikatnie, potem coraz mocniej gigotali na zmianę miejsce tuż pod paluszkami, pomiędzy nimi i opuszki. Krzyczałem i śmiałem się strasznie. Próbowałem wyrywać stopy z uwięzi i machałem nimi, ale to jeszcze bardziej rozochociło Michała i Adama i łaskotali mnie coraz bardziej. W pewnym momencie Michał złapał moje palce i wygiął do tyłu, teraz nie mogłem ich kulić i miejsce na stopie gdzie miałem największe łaskotki było narażone na bezpośredni atak palców Adama.
- Łaskocz go tutaj, pod paluszkami. Tu ma największe łaskotki!
Adam długo nie czekał, zaczął intensywne łaskotanie, a ja jeszcze bardziej się śmiałem.
- A teraz ty go łaskocz po palcach a ja po piętach! – Michał wymyślał coraz nowe sposoby żeby torturować moje stopy. Sprawiało mu to ogromna radość. Obydwoma rękoma łaskotał mnie po piętach, a Adam w tym samym czasie po górze stopy. To było straszne, chichrałem się potwornie. Po dwie łaskoczące ręce na każdą stopę i to po największych gilgotkach!
- Chyba łaskocze go coraz mniej. To co? Zdejmujemy mu teraz skarpetki? – zapytał Adama Michał.
- Nie proszę! – zacząłem krzyczeć. – Wszystko tylko nie po bosych stopach! Nie wytrzymam tego!
- No to zdejmujemy! – powiedział Adam.
- Proszę nie! – krzyczałem a w tym samym czasie chłopacy już powoli ściągali moje soksy. Jedna ręką wciąż łaskotali moje palce a drugą, każdy z nich chwycił za ściągacz skarpetki na kostkach i powoli zsuwał jedyną ochronę moich nóg przed masakrycznymi łaskotkami. Kiedy zsunęli skarpetki do połowy stóp, tak że miałem gołe piety przerwali łaskotanie.
- Gotowy na mega gilgotki? –zapytał Michał.
- Nie! – krzyknąłem i w tym momencie poczułem palce chłopców na bosych piętach!
- Aaa! Moje pięty! – darłem się i rzucałem na boki. Chłopcy łaskotali mnie jedna ręką, drugą trzymając za palce skarpetek ściągali je powoli odsłaniając coraz więcej bosej skóry do gilgotania. Ich palce wędrowały po mojej stopie coraz wyżej i wyżej w kierunku najgorszego miejsca pod paluszkami. Czasami tylko delikatnie muskali gołą skórę stóp, czasami mocno po niej drapali, aby łaskotki były jak najintensywniejsze. W końcu dotarli na samą górę, skarpetki same mi się ściągnęły od intensywnego ruszania stopami. Próbowałem na zmianę jedną stopą zasłaniać łaskotane miejsce na drugiej, ale chłopcy i tak zawsze łaskotali stopę która akurat była na wierzchu ciesząc się strasznie z moich beznadziejnych prób ochraniania się przed łaskotaniem.
- Taki sprytny jesteś? I tak nie uciekniesz przed łaskotaniem! – śmiał się Michał. – Zobaczymy jak teraz sobie poradzisz!
Złapał jedna ręką razem duże palce lewej i prawej stopy, ściskając je mocno razem. Teraz nie miałem już jak zasłaniać łaskotek – moje stopy były całkiem unieruchomione.
- Łaskocz go teraz całej siły! – krzyknął do Adama i sam zaczął łaskotać moje pięty drugą ręką, na zmianę w jednej i drugiej stopie. Adam szybkimi ruchami palców gilgotał pozostała powierzchnię bosych stóp. To było straszne, ledwo mogłem to wytrzymać. Wiłem się na mchu i prawie krztusiłem ze śmiechu, ale chłopcy nie mieli litości dla moich stóp. Intensywne łaskotanie trwało kilka minut w końcu zacząłem krztusić się ze śmiechu i kasłać
- Co masz dość? – zaśmiał się Michał. Wcale nie przejmował się tym, że już prawie dusiłem się ze śmiechu.
- Może mała przerwa? Niech sobie chłopak odpocznie – Adam miał więcej serca.
- Dobra, damy na chwilę spokój jego stopom – zgodził się, na szczęście, Michał i przerwał łaskotanie. – Ale nie myśl sobie że to koniec. Do autobusu jeszcze godzina!
- Proszę rozwiążcie mnie już! – prosiłem, byłem wyczerpany. Leżałem bez ruchu na mchu i głęboko oddychając. Trochę kręciło mi się w głowie. Skóra na moich stopach musiała być czerwona, bo czułem delikatne pieczenie i mrowienie. Marzyłem żeby terazzanurzyć nogi w zimnej wodzie. Niestety plany moich kolegów były zupełnie inne.
- Ciesz się chwilą spokoju i odpoczywaj. Zaraz znów się zabierzemy za Twoje stopy! – powiedział Michał.
- Dajcie mi odpocząć! – prosiłem.
- A może teraz połaskoczemy go czymś innym po stopach? – zapytał Adam. – Może szyszką?
- Eeee, to nie będzie łaskotało – odpowiedział Michał. Wstał z mchu i zaczął się rozglądać. Adam poszedł w jego ślady. Patrzyli w około szukając narzędzi do gilgotek, a ja nadal mocno przywiązany do drzew prosiłem w duchu, żeby nie wpadli na jakiś szatański pomysł.
- Może gałązka z igłami? – Adam podszedł do młodej sosenki, rosnącej parę merów dalej i oberwał jej czubek, najeżony szpilkami. „O nie! – pomyślałem. – Ale masakra!” Michał w tym czasie kilka kroków w drugą stronę zbierał coś z leśnego poszycia.
- Może być! – krzyknął – Ale mam coś jeszcze lepszego.
Wracał triumfalnie, trzymając w ręce kilka piórek, jakiegoś leśnego ptaka.
- Lis albo coś innego zżarło srokę i patrz co po niej zostało!
- Dajcie spokój! To już wolę palcami! – prosiłem.
Chłopcy spojrzeli na mnie. Leżałem unieruchomiony a moje stopy przywiązane do drzewa kilka centymetrów nad ziemia, lekko rozchylone i bez skarpetek wprost prosiły o łaskotanie.
- Mam jeszcze jeden pomysł! – Powiedział Michał.. Wyjął z plecaka cienką linkę i uklęknął przy moich stopach. Złapał mnie za kciuk lewej nogi i kilka razy okręcił na nim sznurek to samo zrobił z drugim, pociągnął za końce linki tak, że duże palce moich nóg zostały razem związane, następnie resztą linki przywiązał je do pnia. Zrezygnowany nie próbowałem mu już nawet w tym przeszkadzać, bojąc się że zacznie mnie znów łaskotać. Moje stopy zostały teraz całkiem unieruchomione a wszystkie miejsca największych łaskotek wystawione na bezpośredni atak piórek.
- Gotowe! Możemy łaskotać!
- Niee!!! – krzyknąłem.
Chłopcy położyli się na mchu przy moich stopach, podzielili narzędziami do łaskotek i już po chwili poczułem delikatne smaganie koniuszków piórek na bosej skórze. Łaskotało to w sposób niewyobrażalny, dużo bardziej niż palce. Piórka śmigały w górę i w dół a ja wydobywałem z siebie dziki chichot.
- O nie! Nie Proszę! – jęczałem przez śmiech. – Ależ to łaskocze! Przestańcie!
Prośby oczywiście nie zostały wysłuchane. Chłopcy leżeli wygodnie na bokach po dwóch stronach moich nóg, podparci na jednej ręce, z piórkami w drugiej i jak gdyby od niechcenia gilgotali moje biedne stopy. Sprawiali wrażenie znudzonych, ale po ich minach, wyrażających błogie zadowolenie widziałem że świetnie się bawiąc torturując mnie w ten sposób. Musiało się im strasznie podobać, że za pomącą takiego niewinnego przedmiotu, jak małe piórko, maja taka władze nade mną. Mogli mnie teraz zmusić do wszystkiego, przyznał bym się do największej zbrodni, gdyby tylko mi obiecali, że łaskotki zaraz się skończą. Ale końca nie było widać.
- Grałeś w nowe C&C? – Michał rozpoczął rozmowę o jakiejś grze, żeby jeszcze bardziej mi pokazać, że jestem teraz tylko ich niewolnikiem, którego torturowanie to zabawny dodatek do konwersacji z kolega.
- Grałem fajna, dużo lepsza niż poprzednia. Grafika się wreszcie poprawiła. – Adam podjął rozmowę.
- Trochę, ale myślałem że zrobią w 3D.
- No co ty, nie dało by się w to grać.
Tego było za wiele, rozmawiali sobie jakby nigdy nic o komputerach nie przerywając łaskotek, a ja cierpiałem potworne męki. Końcówki piórek nadal smagały moje stopy gilgocząc mnie po różnych ich miejscach. Najgorzej gilgotało kiedy docierały do paluszków i kiedy wkładali mi piórka miedzy palce, zwłaszcza pomiędzy kciuk i drugi palec, gdzie miałem najdelikatniejsza skórę i największe łaskotki. Przeciągali piórkami po między palcami a ja darłem się ze śmiechu.
- Przeszkadzasz nam w rozmowie – uciszał mnie Michał. – Bo cię zaknebluje!
- Przestańcie mnie łaskotać to będę cicho!
- A ten ciągle swoje.
Michał chwycił moje soksy z trawy, podszedł do mojej głowy. I kiedy Adam natrafił piórkiem znów na duże łaskotki, a ja otworzyłem szeroko buzie głośno się śmiejąc, wepchnął mi do niej zwinięta skarpetkę. Drugą szybko obmazał mnie na około głowy, żebym nie wypluł knebla.
- Teraz będziesz cicho!
Wrócił do łaskotania moich stóp.
- A może teraz spróbujemy tym? – Adam podniósł sosnowa gałązkę, którą wcześniej zerwał.
- Dobra!
Przełamał gałązkę na pół i podał Michałowi. Patrzyłem przerażony jak najeżony igłami patyk zbliża się do moich stóp, a kiedy do nich dotarł poczułem kilkadziesiąt giętkich szpilek wbijających się w moje stopy. Chłopcy zaczęli łaskotanie. Czułem jakby każdy łaskotkowy nerw w moich stopach był naraz drażniony. Rzucałem się parskając i jęcząc, nie mogąc się nawet śmiać przez knebel. Do oczu napłynęły mi łzy.
- Aaaaa. Mmmm! – wydawałem z siebie pocieszne odgłosy.
Chłopcy śmiali się z tego i bez opamiętania smyrali mnie gałązkami. Po kilku minutach, które dal mnie były wiecznością zacząłem się krztusić nie mogąc złapać oddechu. To chyba był znak dla moich kolegów, że czas Kończyc zabawę.
- No to chyba masz dość – Michał wreszcie przerwał łaskotanie.
- Yhy, yhy – byłem wstanie tylko wydusić przez knebel.
- To my się zwijamy na autobus.
Skończyli wreszcie łaskotki i wetknęli mi piórka miedzy palce stóp.
- Rozwiązujemy go? – zapytał Adam.
- Tylko trochę – odpowiedział Michał.
Podszedł do moich rak i poluzował węzły, tak że mogłem uwolnić ręce.
- To na razie, do zobaczenia w szkole! – powiedział i oddalili się w kierunku przystanku.
Wyjąłem knebel i jeszcze długo leżałem wyczerpany, zanim uwolniłem nogi. Obejrzałem swoje stopy. Skóra była czerwona i lekko spuchnięta. Nie mogłem jej rozmasować, bo każdy najmniejszy dotyk mnie łaskotał. Odpocząłem jeszcze chwilę, ubrałem skarpetki i buty i poczłapałem do domu, szczęśliwy, że to tortury się skończyły. Od tamtej pory zawsze bardzo uważnie sprawdzam rozkłady jazdy.

Offline

Użytkowników czytających ten temat: 0, gości: 1
[Bot] ClaudeBot

Stopka

Forum oparte na FluxBB

Darmowe Forum
wysokiej jakości Kredensy drewniane litego dębowego lakier wosk okucia - lampa sufitowa - Planujesz monitoring kamery cctv lub monitorowanie terenu domu działki garażu budowy? - strona - dobry prawnik od nieruchomości Warszawa