Najlepsze miejsce dla miłośników łaskotek
Nie jesteś zalogowany na forum.
Strony: 1


Był październik, dni były ciepłe, jednak wieczorem chłód dawał się we znaki pomyślała Klaudia
patrząc na odkryte palce w swoich czółenkach i smukłe nogi odziane jedynie w cienkie pończochy.
Wracała z pracy jak zwykle, o dość późnej porze. Była wyjątkowo elegancko ubrana, bo wiedziała,
że awansowała i musiała zrobić dobre wrażenie na szefie – w końcu nikt nie zasługiwał na tę
posadę tak jak ona. Miała na sobie czekoladową sukienkę w beżowe, cienkie prążki. Wysokie
czółenka z odkrytymi palcami w odcieniu nude, a do tego płaszcz i torebkę w takim samym
kolorze, co czekoladowa sukienka. W końcu nadjeżdżał autobus, bo Klaudia była zziębnięta i
ucieszyła się na myśl o chwili ciepła w drodze powrotnej do domu. Dobrze znała kierowcę i za
każdym razem uprzejmie się witała. Bo starszy pan był niezwykle miły dla niej. Jednak w dniu
dzisiejszym za kierownicą nie siedział ten sam poczciwy dziadek, co zawsze. Zobaczyła
przystojniaka w włosami w odcieniu ciemnego blondu. W duchu ucieszyła się, że wygląda tak
seksownie. Usiadła w miejscu, w którym dobrze widziała twarz kierowcy odbijającą się w lusterku.
Przyglądała mu się dokładnie – miał zadbany zarost, na oko dwudniowy, piękne zielone oczy, a
jasna koszula podkreślała jego opaloną skórę. Kierowca także podziwiał jej urodę w lusterku. O
dziwo, nie speszyła się gdy na nią patrzył – uśmiechnęła się prowokująco. Miała długie, proste,
ciemne włosy, orzechowe oczy, delikatny makijaż i piekielnie seksowne nogi.
Ciepło autobusu sprawiało, że Klaudia odczuła całodzienne zmęczenie i na chwilę przymykała oczy.
Z każdym przystankiem autobus pustoszał, aż nie zorientowała się kiedy przysnęła. W końcu
poczuła delikatne szarpnięcie za ramię.
- Koniec trasy, maleńka!
Otworzyła oczy, ale zanim skojarzyła fakty, zobaczyła twarz kierowcy i poczuła dziwny zapach
białej chusteczki, która zbliża się do jej buzi. Znów zachciało jej się spać.
Ocknęła się. Była nadal w autobusie, rozbolała ją głowa i chciała poruszyć rękami, ale poczuła, że
są skrępowane grubą liną. Podobnie jak nogi. Nadgarstki były przywiązane do poręczy u góry,
każda z osobna. Kostki do podstaw krzesełek w autobusie. Była mocno rozciągnięta, jej ciuchy
leżały obok, natomiast ona została w samych majteczkach, szpilkach i pończochach. W autobusie
światła były przygaszone, panowało przyjemne ciepło, a za oknem było zupełnie ciemno.
Próbowała dostrzec budynki lub cokolwiek, co stwierdziłoby obecność ludzi. Próbowała się
wyszarpnąć, ale liny trzymały mocno. Była przerażona. Zawołała
- Pomocy!
Z kabiny na przodzie wychylił się kierowca i wdzięcznym kocim ruchem wyskoczył z niej. Powoli
podszedł do niej. Zauważyła, że w ręku trzyma piórko. Przemknęło jej przez myśl, że jest,
seksowny, ale z wściekłością tylko syknęła:
- Co to ma znaczyć?! Wypuść mnie!
Odgarnął jej włosy z karku i szepnął do ucha:
- Nie złość się maleńka.
Jego dłoń przesunęła piórkiem wzdłuż ciała dziewczyny i maleńkie włoski zagłębiły się w pępek.
Wciągnęła brzuch.
- Co robisz?!
Nie odpowiedział, piórko przesuwało się wzdłuż jej boków, kreśliło niespieszne kółka i esy floresy
na całym brzuchu. Było to przyjemne dla niej, uśmiechała się jednak nie powodowało śmiechu u
Klaudii. Odłożył piórko. Jego palce powolutku przesuwały się od przedramion, przez pachy, wzdłuż
żeber, żeby zatrzymać się na biodrach . Zrobił to tak subtelnie i delikatnie, że Klaudia poczuła się
jakby ktoś ją połaskotał źdźbłem trawy. Nie znosiła tego uczucia. Próbowała się odsunąć, ale była
tak rozciągnięta na kształt litery X, że niewiele to dało i mimowolnie się uśmiechnęła.
- Jestem Artur – powiedział
- Odpieprz się! – krzyknęła
- Nie bądź niegrzeczna, bo cię ukaram...
W tym momencie obie ręce powtórzyły ruch, a Klaudia znów się uśmiechnęła - tylko szerzej.
- Przestań! To łaskocze!
- Widzę, że dokonałem dobrego wyboru. Jesteś niesamowicie wrażliwa... - zawiesił głos - ...i
piękna – dodał.
Podziwiał jej nogi w pończochach, wystające paluszki z niebotycznie wysokich butów. Zatrzymał się
na brzuchu, który unosił się i opadał za każdym razem, gdy tam musnął palcami. Jej idealnie
gładkie pachy az korciły, by się nimi zająć.
- Co chcesz zrobić? – zapytała, ale jej pewność siebie gdzieś uleciała
- Nie bój się, nie skrzywdzę cię. Poznasz nowe uczucie...obezwładniające – szepnął.
Nic więcej już nie powiedział. Jego palce rozpoczęły powolny taniec na jej bezbronnym ciele.
Sprawdzał jej wrażliwość na dotyk. Klaudia usiłowała uciec, ale unieruchomione nadgarstki i
związane kostki nie dały jej możliwości ruchu, oprócz nieznacznego uciekania w bok. Uśmiechała
się cały czas szeroko, a gdy jego palce zwiększyły intensywność, cicho zachichotała. Jej oprawca
zamruczał, gdy usłyszał jej melodyjny śmiech. Z każdą chwilą jego palce łaskotały coraz mocniej
bez wytchnienia dla swojej ofiary. Żebra i brzuch były bardzo wrażliwe. Dziewczyna śmiała się
intensywnie, momentami popiskując, gdy trafił na jej czuły punkt przy kościach biodrowych.
Przesuwał dłonie coraz wyżej, a ona nie przestawała się szamotać. Klaudia śmiała się coraz
głośniej, błagając żeby przestał. Zdołała tylko pomiędzy kolejnymi spazmami śmiechu krzyknąć:
- NIEEEE!!!
Za późno. Jego palce już męczyły bardzo wrażliwe pachy dziewczyny. Na przemian szybkie i mocne
ruchy palców doprowadzały ją do histerii, aby za chwile delikatnie drapać paznokciami jej
skórę...prawie niewyczuwalnie, ale nie dawało to ulgi. Wręcz przeciwnie – było to nie do zniesienia.
Na twarzy Artura widziała dziką satysfakcję i coś jeszcze co nie mogła określić...coś pomiędzy pożądaniem a podnieceniem.
Ku jej zaskoczeniu nagle przystawił twarz do jej pach i zaczął lizać. Nie wiedziała co było gorsze...palce, czy śliski język, który dało się odczuć raz na jednej, raz na drugiej paszce. Tak nagle jak zaczął ją lizać równie szybko przestał. Odczuła ulgę, ale na sekundę, bo znów użył palców – tym razem Klaudia myślała, że oszaleje.
Nie miała już sił walczyć, ani się wyrywać. Mogła tylko bezradnie stać i śmiać się.
Palce szybko prześlizgiwały się po skórze pach. Były wrażliwsze niż przedtem. Z trudem łapała oddech i błagała go o litość.
Kilka minut łaskotania zwilżonych pach trwało dla niej wieczność. Gdy zobaczył jak jest zmęczona – przestał. Klaudia łapczywie łapała każdy oddech – nie miała już sił. Odgarnął włosy z jej twarzy i szepnął do ucha:
- Jesteś cudowna!
Była bezradna, wycieńczona, ale miała to dziwne uczucie w dole brzucha...tak, dotarło do niej, że
jest podniecona.
Jej błyszczące oczy, zaróżowione policzki, stojące sutki i szybki oddech nie umknęły uwadze oprawcy. Zaczął delikatnie całować jej sutki, gładząc dłońmi jej pupę. Jego dłonie niespiesznie błądziły wzdłuż linii bioder, ud i powodowały, że Klaudia miała dreszcze. Cicho wzdychała i pojękiwała. Miał zdecydowane ruchy, ale na tyle delikatne, że z każdą chwilą jej podniecenie narastało. Poczuła jak bardzo jest wilgotna i jej biodra zaczęły napierać na Artura. Przyklęknął przed nią i wodził językiem przy samych majteczkach, od czasu do czasu lekko ugryzł jedną lub druga kość biodrową. Szarpnęła się, ale jęknęła na znak, że jej się podoba. Dodatkowo skrępowane ręce i nogi powodowały przyjemny dreszcz na jej ciele, nigdy nie była tak uległa i zależna od kogoś.
Jego język był zaledwie kilka centymetrów, od miejsca, w którym Klaudia chciała żeby był. Palce
delikatnie łaskotały jej żebra, ale mimo że się cicho śmiała – prosiła o jeszcze. Jego język zaczął
przez cienki materiał majteczek pieścić jej najczulszy punkt. Na przemian śmiała się, jęczała,
pomrukiwała i błagała żeby nie przestawał. Wyczuwał wilgoć i cudowne ciepło spomiędzy jej ud. Jej
oddech był coraz szybszy, wręcz chrapliwy. Poczuła, że jest tak blisko końca, a on nagle przestał.
Usłyszała swój jęk zawodu. Oszołomiona reakcjami swojego ciała potrzebował chwilę, by dojść do
siebie. - Na dzisiaj koniec Maleńka, ale wnet to powtórzymy...
Puścił jej oczko i zobaczyła znów białą szmatkę zbliżającą się do jej twarzy.
Ocknęła się w taksówce. Przerażona zerwała się, ale taksówkarz uspokajającym tonem powiedział: - Za chwilę będzie Pani w domu. - Skąd Pan wie, gdzie jechać – rzekła zbita z tropu. - Pani chłopak mi powiedział. - Ja nie mam… - zawiesiła głos i ugryzła się w język. No tak, przejrzał moje dokumenty pomyślała
wściekła. - Mówił też że mam cię nie budzić, bo jesteś wykończona po dzisiejszym dniu – puścił oczko i dodał – kurs jest zapłacony.
Szybko przeszukała torebkę, nic nie zginęło – pomyślała – ale zna mój adres. Zerknęła na zegarek.
Minęły prawie dwie godziny od wejścia do autobusu. Miała także niezaspokojoną potrzebę
rozładowania się po całym dniu, a także po tym co zaszło w autobusie.
Wysiadła z taksówki. Dopiero wtedy poczuła, że nogi ma jak z waty, a ciało pulsuje z podniecenia.
Wzięła gorący prysznic i położyła się do łóżka. Chciała myśleć o czymś innym niż tym, co zaszło
przed kilkunastoma minutami...jednak nie mogła miała cały czas przed oczami twarz Artura i
uczucie, które doznała dzisiaj. Podniecającej niemocy…
Na drugi dzień Klaudia obudziła się wypoczęta i szczęśliwa jak nigdy dotąd. Uśmiechnęła się sama
do siebie na myśl o wczorajszym wieczorze i mocno przeciągnęła. Dopiero teraz do niej dotarło, że
czuła każdy mięsień w swoim ciele. Zaskoczyło ją to. A także to, że wokół nadgarstków skóra nadal
była lekko zaróżowiona. Była dość wysportowaną dziewczyną i dawno nie miała zakwasów, ale
musiała przyznać, że to przyjemny ból. Usiadła na łóżku i dokładniej obejrzała swoje ręce i kostki.
Nie było źle, ale od tego szarpania miała lekkie obtarcia. Przez sekundę przemknęła jej myśl „ No
pięknie, w pracy pomyślą, że nie wiadomo co robiłam!” - była wściekła. Jednak złość bardzo szybko
ustąpiła miejsca przyjemnemu dreszczowi, który przemknął po jej ciele tylko gdy pomyślała o nim i
jego dłoniach. Były takie delikatne i nieustępliwe, dłonie które doprowadzały ją momentami do
szału i pomieszania zmysłów, ale chciałaby je znów poczuć na sobie. Jego zapach, usta... I te oczy,
które patrzyły na nią jakby miał ją zaraz pożreć. „Uspokój się, Klaudia!” sama siebie skarciła w
myślach.
Wzięła ręcznik i podreptała do łazienki...
Artur obudził się bardzo pobudzony. Jego rozczochrane blond włosy i zaspane oczy dodawały mu
chłopięcego uroku. To co zrobił wczoraj było nierozważne. Autobus miał odstawić do zajezdni zaraz
po skończonym kursie, przecież jego przyjaciel mógł za to ponieść poważne konsekwencje. Jednak
wiedział, że drugi raz nie trafi mu się taka gratka. W końcu nie jest zawodowym kierowcą, ale
mechanikiem samochodowym w zajezdni autobusowej. Jego przyjaciel był dyspozytorem. Tego
wieczoru akurat razem skończyli pracę i postanowili wyskoczyć na jakąś przekąskę zanim zaczną
wędrówkę po barach. Siedzieli w jakiejś podrzędnej knajpce czekając na zamówione jedzenie, gdy
jego przyjaciel dostał niespodziewany telefon. To kierowca, który zawsze prowadzi busa , którym
wraca do domu Klaudia. Starszy pan potrzebował dwie godziny wcześniej skończyć pracę, bo jego
wnuk trafił do szpitala. Artur nie mógł przepuścić takiej okazji. Przebłagał swojego przyjaciela żeby
pozwolił mu poprowadzić AKURAT TEN autobus, ponieważ doskonale widział, że i tak nie znajdzie w
tej chwili nikogo, kto by to zrobił. Westchnieniem dał mu przyzwolenie.
Artur nadal nie mógł uwierzyć w ten zbieg okoliczności. Obserwował ją od dwóch tygodni. Pamięta
jak dziś ten dzień, gdy zobaczył ja po raz pierwszy w markecie. Rozmawiała z koleżanką, była
uśmiechnięta, pozytywna. Zwracała uwagę mężczyzn, ale wydawała się niewzruszona tym faktem.
Obserwował ją przez chwilę, pomyślał „fajna laska , ale zapewne zajęta”. Odwrócił się i już miał iść
do kasy, gdy nagle Klaudia roześmiała się na całe gardło. Odwrócił się i gwałtownie wciągnął
powietrze w płuca. Jej koleżanka też się śmiała, zapewne z jakiegoś żartu, jednak patrzył na nią
jak zahipnotyzowany. W tej chwili liczyła się tylko ona. Jego fantazja pogalopowała w strony tak
dobrze mu znane. Chciałby ją mieć związaną, bezbronną i zdaną na jego łaskę. Tak, ze wszystkich
rzeczy na świecie chciał ją łaskotać, żeby znów usłyszeć ten melodyjny śmiech. Zrobił zakupy,
zapłacił i wyszedł. Krążył chwilę po parkingu, gdy zobaczył jak wychodzi ze sklepu. W reklamówce
miała niewielkie zakupy, same warzywa, owoce, dwie bułki, trochę nabiału i jakieś chude mięso.
Tym na pewno nie żywi się żaden facet – pomyślał z przekąsem. W głębi duszy się ucieszył i miał
nadzieję, że może jednak jest wolna.
Klaudia powoli szła w stronę przystanku, poruszała się wyjątkowo seksownie. Utrzymywał
bezpieczny dystans, ale mógł podziwiać jej długie nogi podkreślone obcisłymi spodniami, kołyszące
się biodra i idealny tyłeczek – okrągły i wypukły.
Jak jabłuszko- pomyślał – można się wgryźć.
Z resztą nie tylko on chciał podziwiać to piękne stworzenie. Mijający ją mężczyźni mało nie skręcili
karku oglądając się za nią.
Stanęła na przystanku i posłała lodowate spojrzenie facetowi, który znacząco się do niej uśmiechał.
Artur roześmiał się w myśli widząc jak mina tamtego kolesia rzednie. Powoli dotarł na przystanek
nadal utrzymując dystans i unikając kontaktu wzrokowego z nią.
Była nietypowa – pomyślał - Taka śliczna i nie wykorzystuje tego.
Można nawet pomyśleć, że nie znosi facetów, patrząc na jej „alergiczne” reakcje na płeć przeciwną.
Nawet nie spojrzała na rozkład, czyli jest stałą bywalczynią tego sklepu – przemknęło mu przez
myśl.
Po chwili autobus podjechał i tłum ludzi wbił się do metalowej puszki... ludzie byli ściśnięci jak
sardynki. Jej znudzona mina mówiła wszystko: podróż o tej godzinie wygląda zawsze tak samo.
Artur cały czas zerkał na nią ukradkiem.
Trzymała się poręczy, nogi ułożyła w lekkim rozkroku żeby złapać równowagę, jej druga dłoń
spoczywała na udzie trzymając między nogami reklamówkę z zakupami. Patrzyła zamyślona w dal.
Właśnie w tym momencie przemknęło mu przez myśl, że chciałby ją przywiązać do tych poręczy i
dręczyć swoimi długimi, zwinnymi palcami, że chciałby, aby jego ręka spoczywała pomiędzy jej
udami. Zaraz musiał odsunąć te myśli od siebie, bo poczuł, że krew odpływa w zupełnie inne
miejsce.
Klaudia wysiadła z autobusu i nie mogła oprzeć się wrażeniu, że ktoś ją obserwuje. Zaczęła się
rozglądać. Nie zauważyła nic podejrzanego. Powoli szła w stronę domu od czasu do czasu zerkając
za siebie. Artur zauważył jej niepokój i zachował większą odległość. Po chwili dotarła na miejsce.
Mieszkała w dzielnicy, gdzie przeważały urokliwe kamienice, a naprzeciw klatki schodowej miała
niewielki skwer zieleni. Otworzyła drzwi klatki schodowej i zniknęła w jej cieniu. Usiadł na ławce
nieopodal jej klatki schodowej. Obserwował ludzi przez kilkanaście minut i już miał się zbierać, gdy
kątem oka zauważył, że drzwi się otwierają. To była ona. Przebrała się w wygodniejszy strój i
płaskie buty. Zdołał się szybko odwrócić i pójść w innym kierunku, żeby Klaudia nic nie
podejrzewała. Pokonała tę samą trasę na przystanek i wsiadła do autobusu, a Artur za nią. Usiadł
na samym końcu i starał się ukryć za pasażerami. Klaudia na szczęście nie zwracała zbyt dużej
uwagi na otoczenie i mógł przemknąć niezauważony. W głowie cały czas mu się kołatało „co ty
robisz”, ale chciał wiedzieć co ta dziewczyna robi, chciał ją poznać, chciał ją mieć dla siebie...
Klaudia wysiadła pod biurowcem – jednym z wielu w tej okolicy. Szybkim krokiem pokonała
niewielką odległość pomiędzy przystankiem a drzwiami wejściowymi i do budynku i zniknęła w
środku.
Artur wrócił do domu i nie mógł przestać o niej myśleć. Nie dawało mu to spokoju. Za dwa dni
wrócił pod biurowiec. Późnym wieczorem czatował na nią w aucie przez 3 godziny. Regularnych
godzin pracy to ty nie masz – pomyślał – albo tak kochasz swoją pracę, że codzienne nadgodziny
dla ciebie o chleb powszedni. Po dwóch tygodniach obserwacji znał doskonale jej zwyczaje i
rozkład dnia.
Z zamyślenia wyrwał go dźwięk smsa. Okazja jaka mu się trafiła na zastępstwo to prawdziwe
zrządzenie losu. Wiedział, że to była jedyna szansa by ją porządnie wyłaskotać. Szansa, którą
chyba dobrze wykorzystał, a utwierdził go w tym fakt, że miał porządny poranny wzwód. - No, kolego, coś trzeba z tobą zrobić – zamruczał sam do siebie.
Dzień Klaudii zleciał tak jak każdy inny , z tym że coraz częściej łapała się , że myśli o Arturze. Ma
taki zmysłowy głos... Po skończonej pracy poszła jak zwykle na przystanek. Autobus powoli
wtoczył się na przystanek, a ona z rozczarowaniem stwierdziła, że za kierownicą siedzi ten sam
poczciwy dziadek co zawsze. Grzecznie się przywitała i zajęła miejsce.
Klaudia usiadła tym razem bliżej kierowcy. Gdy w autobusie nie było nikogo wdała się w
pogawędkę z kierowcą na temat wczorajszego wieczoru. - Wie pani, wnuczek trafił do szpitala i potrzebowałem pilnie wolne. - Oj, przykro mi. Mam nadzieję, że już wszystko dobrze. - Tak, to tylko gorączka i lekka wysypka. - Wie Pan może coś na temat Pana zmiennika? - Zmiennika? ...ah chodzi Pani o wczorajszego kierowcę? - Tak, właśnie... - Niestety nie wiem, bo to dyspozytor kogoś organizował – zwiesił głos. - A jakbym poprosiła pomógłby Pan mi zdobyć jego numer telefonu? - Rzekła przymilnie – Niezłe
ciacho z niego - i puściła oko.
Kierowca uśmiechnął się i pomyślał jak to teraz czasy się zmieniają.... To kobiety uganiają się za
facetami. - Zobaczę co da się zrobić. - Dziękuję.
Klaudia wiedziała, że nie może nic innego zrobić. Na policji pomyśleli by, że zwariowała, dlatego
teraz obmyśliła chytry plan...
Po kilku dniach kierowca przywitał ją szerokim uśmiechem. - Mam coś dla Pani.
Klaudia poczuła, że jej żołądek kurczy się z podniecenia.
Cały wieczór myślała co mu powie, bo złość, którą na początku żywiła do niego zamieniła się w
chęć poznania go.
Rano wybrała numer i czekała długo aż podniesie słuchawkę. Odezwał się zaspany głos z lekką
chrypką. Przeszedł ją dreszcz. - Halo? - Wróbelek jeszcze śpi? - Kto mówi? - Jak to kto? Nie poznajesz mnie? Jak się nie śmieję, to trudniej, co? – w słuchawce nastała cisza i
usłyszała tylko głośno wciągane powietrze. – z tej strony Klaudia –syknęła. - Skąd masz numer? – teraz Artur był przestraszony, nie doceniał jej sprytu.
- Mam wtyki – roześmiała się. - Nie jesteś wściekła ? - zapytał niepewnie. - Nie, skąd! Lubię być wiązana wbrew swojej woli, przetrzymywana, a później męczona – rzekła
ironicznie. - Ah, przepraszam – bąknął - Pomyślałam, że może skoro i tak wiesz gdzie mieszkam, to wypadałoby się poznać bliżej?
Wpadnij do mnie dziś na lampkę wina i miłą rozmowę. - Eeee - wydukał - Nie wiesz co powiedzieć? Zgódź się. – dało się wyczuć sympatię w jej głosie.
Artur stał przed klatką schodową trzymając w jednej dłoni butelkę różowego wina, w drugiej długą,
herbacianą różę. Ubrał sportową jasną koszulę i dżinsy. Nacisnął domofon i czekał. Nie sądził, że
kiedyś Klaudia mu wybaczy, a ona nie dość, że pofatygowała się o jego numer telefonu, to
zaprosiła go do siebie na pogaduchy.
Drzwi się otworzyły, po pokonaniu kilkunastu schodów zobaczył ją w drzwiach. Była taka piękna.
Ubrana w czerwoną sukienkę mocno przylegającą do ciała. Cienki materiał sukienki nie pozostawiał
złudzeń, że na nogach miała pończochy. W kolorze, który uwielbiał - czarnym. Uśmiechnęła się i
rzuciła uwodzicielsko „Cześć” Jej wygląd i głos sprawił, że krew zaczęła mu szybciej krążyć.
Wręczył jej różę - To na przeprosiny – a zaraz potem butelkę wina . - A to na wieczór. - Dziękuję. Teraz już mamy dwie butelki. Wejdź do pokoju. Ja zaraz wrócę.
Klaudia wróciła z dwoma napełnionymi lampkami wina w ręce. - To dla Ciebie – podała mu kieliszek – To za co wznosimy toast? Za łaskotki? – i puściła do niego
oko
Przeszedł go dreszcz. Upił łyk i odstawił kieliszek na pobliski stolik. - Co tak słabo? Kto pierwszy wypije cały kieliszek, ten może zadać krępujące pytanie.
Ubiegła go i w mig wypiła całą zawartość swojej lampki. Artur dopił zaraz za nią. - No, to skoro jestem szybsza, to powiedz mi czy planowałeś mnie wtedy połaskotać w autobusie? - Nie! – odpalił od razu, ale po chwili dodał – Niezupełnie. To był zbieg okoliczności. - Niezupełnie?? Nie rozumiem. - Bo to było tak, że zobaczyłem cię i poszedłem za Tobą – - Aha… Mów dalej.
Wtedy Artur opowiedział jej po kolei jak to wszystko się potoczyło. Po 20 minutach zrobił się
strasznie śpiący, Klaudia rozmazywała się mu coraz bardziej, aż w którymś momencie zasnął. - No to teraz cię mam ptaszku – Powiedziała sama do siebie i wyszła z pokoju.
Artur się przebudził i zobaczył nad sobą sufit. Chciał się podnieść, ale ręce miał przywiązane do
wezgłowia łóżka. Szarpnął się, ale nogi też miał przywiązane do łóżka. Kostki miał złączone i
owinięte grubą liną. Warknął ze złością: - Klaudia!
- Oj, no nie złość się tak – rzekła słodkim głosem. Podniósł głowę, a ona siedziała przy biurku, na
którym leżały szczotki, różne grzebienie, pędzelki i piórka. - Co chcesz zrobić? - To samo co Ty mnie... - Pożałujesz tego! – syknął, ale był przerażony, bo doskonale wiedział, że ma ogromne łaskotki. - Taaak? Jakoś się Ciebie teraz nie boję.
Podeszła do niego bardzo powoli usiadła na jego biodrach okrakiem. Sukienka jej przeszkadzała,
więc uniosła ją nieco do góry. Czuł na sobie kawałek jej nagiej skóry, gładki materiał pończoch i
szorstki, koronkowy pas samonośny, który je trzymał. Dodatkowo spomiędzy jej ud buchało takie
cudowne ciepło, że zamarzył aby teraz się pomiędzy nimi znaleźć. Zerknął na nią przez moment.
Wyglądała strasznie seksownie, długie rozpuszczone włosy spływały jej na ramiona i plecy, jakieś
niesforne kosmyki zatrzymały się na jej dekolcie i tworzyły kółeczka. Miała lekki uśmiech na twarzy
i niewypowiedzianą chęć zemsty w oczach. - Wiesz, specjalnie na tę okazję zapuściłam dłuższe pazurki ... – zawiesiła głos - ...z resztą zaraz
się przekonasz jakie są fajne. - Ani się waż! - To zrób mi coś teraz – roześmiała się.
Nagle poczuł jej paznokcie na swoich żebrach. Szarpnął się i uśmiechnął. - Klaaaaahahaha – nie zdążył dokończyć jej imienia, bo jej palce rozpoczęły szaleńczy taniec po
jego brzuchu, żebrach, pachach. Łaskotały bez litości, na przemian drapiąc pazurkami, by za
chwilę delikatnie głaskać opuszkami. Bez wytchnienia. Szarpał się i wyrywał spod jej rąk, ale to nic
nie dawało. Po ponad 5 minutach, gdy już ledwo łapał oddech zrobiła chwilę przerwy. - I jak się podoba? - Masz przechlapane! - Mhmmmm – zamruczała, a jej palce powędrowały z powrotem do jego pach, by tam, bardzo
delikatnie głaskać w te i z powrotem po króciutkich włoskach. - To tylko mała próbka zemsty, wiesz? Ty byłeś dla mnie znacznie bardziej okrutny. Męczyłeś mnie
prawie godzinę! - Już przepraszaaaaaaa... NIEEEE! – jej palce znów zaczęły bezlitośnie drapać jego pachy, palce
zmieniały tempo ruchów i siłę nacisku. Artur myślał, że zaraz oszaleje. Trwało to dla niego całą
wieczność. Nagle przestała. Zeszła z jego bioder i spojrzała na wypukłość w jego dżinsach. Bardzo
powolnym ruchem przeciągnęła pazurkami od nadgarstka, przez bok jego ciała, by na moment
zatrzymać się na wypukłości. Bardzo delikatnie drapała pazurkami to miejsce, ale przez dżinsy
odczuwało się to jako delikatne wibracje. Z każdym dotykiem Artur podnosił biodra do góry i coraz
szybciej oddychał. Klaudia nachyliła się niespodziewanie i polizała go przez materiał spodni. Artur
jęknął. Powtórzyła to kilka razy i reakcja była coraz silniejsza. - Mmmm...podoba się? - Tak – wychrypiał Artur
Klaudia wstała, obeszła łóżko. - Teraz zajmiemy się stópkami. - Tylko spróbuj!
- Dobrze - Odparła z uśmiechem , w tym momencie Artur poczuł jak jej paznokcie przesuwają się
po jego wrażliwej skórze. Szarpnął nogami i się roześmiał. - Klaudia, przestań! – błagalnym tonem ją poprosił - A jednak potrafisz poprosić, a nie tylko grozić...To sprawdzimy, czy twoje stópki lubią moją
uwagę. - Nieeeee! Znów poczuł paznokcie i jej zwinne palce na swoich stopach. Co gorsza, chwile
wcześniej Klaudia przyniosła z biurka wszystkie narzędzia tortur. - Nie to jest za słabe, dla tak bezlitosnego kolesia jak ty – powiedziała bardziej do siebie niż do
niego i wzięła do ręki szczotkę.
Artur poczuł szczotkę przesuwającą się po jego stopach. Klaudia najpierw łaskotała śródstopie,
zataczając kółka, lub przesuwając w górę i w dół. Delikatnie muskała skórę, by za chwilę mocniej
przycisnąć i sprawiać, że Śmiech Artura przeradza się w krzyk i histeryczną prośbę, żeby przestała.
Gdy Klaudia jedną ręką trzymała szczotkę druga postanowiła połaskotać pięty. Śmiech Artura się
nasilił, ale dopiero, gdy jej paznokcie dotarły pod palce sama była zaskoczona jego reakcją. Teraz
naprawdę ledwo łapał oddech, łzy zaczęły mu płynąc z kącików i trochę się przestraszyła, więc
przestała. - Dam ci odpocząć. Chcesz pić? – Artur kiwnął głową i Klaudia wyszła po szklankę wody. Gdy Artur
trochę odzyskał siły udało mu się poluzować więzy, które poprzez jego szarpaninę nie trzymały się
zbyt mocno. Gdy Klaudia wróciła Artur już miał ręce oswobodzone, ale udawała, że nadal jest
związany. Gdy podeszła i podsunęła do ust szklankę, Artur łapczywie wypił całą wodę od razu.
Klaudia się odwróciła, by odstawić szklankę i w tym momencie poczuła, że Artur w sekundzie ją
łapie w talii, rzuca na łóżko, przygniata sobą i zaczyna krępować nadgarstki. Po chwili leży z
rękami związanymi tak, jak poprzednio Artur. Nogi ma jeszcze wolne, ale obawia się, że niedługo.
W międzyczasie Artur zsunął się z łóżka i zaczął rozsupływać linę z kostek. - Mówiłem, że będziesz mieć przechlapane... – Podsunął jej sukienkę do góry, rozsunął nogi i
zaczął ściągać pończochy. Jego wzrok przesunął się na jej majteczki i zdziwiony powiedział na głos - Jesteś wilgotna...Kreci cię to? – nadal nie mógł wyjść z podziwu, że ma takiego farta. - Ty mi to uświadomiłeś...wtedy w autobusie – Powiedziała cicho. Nie sądziłam, że coś takiego
może mnie podniecić. Artur patrzył na nią urzeczony i nagle ją pocałował. Ona oddała pocałunek…
Miała delikatne, miękkie i pełne wargi. Im namiętniej się całowali i jego język głębiej wdzierał się
do jej ust jej oddech przyspieszał, a ciało delikatnie wiło pod nim. Miał ochotę całować ją całą noc.
Nigdzie się nie spieszyli, bo Artur doskonale wiedział, że jutro Klaudia ma wolne.
Jego ręce zaczęły błądzić po jej ciele, cicho pojękiwała mu prosto w usta, jej sutki stwardniały i
zrobiły się niezwykle wrażliwe. Artur delikatnie uszczypnął jednego przez materiał sukienki, a
drugim zajęły się jego usta. Wygięła się w łuk, błagalnie prosząc o jeszcze. Sukienka była bez
ramiączek, więc bez problemu zsunął ją niżej i sięgnął ręką, do zapięcia biustonosza, odpiął
ramiączka i pozbawił ją tej części bielizny. Teraz leżała przed nim prawie naga. Oddychała płytko,
miała zamknięte oczy, rozrzucone na poduszce włosy. Napinała mięśnie ramion, ale więzy ją
ograniczały. Jednak Artur zauważył, że nie sprawia jej to dyskomfortu, a dodatkowo podnieca.
Nagle przestał. Gwałtownie otworzyła oczy i jęknęła - Nie przestawaj! – była to jednocześnie groźba, prośba i błaganie. Artur uśmiechnął się tylko
szelmowsko i powiedział: - Wyglądasz niesamowicie ponętnie, ale najpierw muszę się zemścić za to co zrobiłaś... – zawiesił
głos – poza tym nie zapominaj, że w autobusie nie zająłem się twoimi stopami. – Zerknął na jej
stopy i sięgnął po linę - A z tego co widzę są niezwykle piękne. – skrobnął palcem po podeszwie. - Nie, tylko nie to! Błagam! – nie starała się nawet ukryć przerażenia i dociskała stopy do
materaca. - Och...coś czuję, że będzie świetna zabawa – mrugnął porozumiewawczo do niej. - Ani się waż! Słyszysz? – krzyknęła, ale tak naprawdę przeszedł ją dreszcz.
Artur złapał ją za kostki, związał ciasno obydwie, do tego cieńszym sznurkiem obwiązał duże palce
i przymocował do lin wokół kostek. Skóra na stopach była napięta, a stopy zupełnie bez możliwości
ucieczki. Artur podszedł do ogromnej szafy Klaudii, bez słowa otworzył jedne drzwi, po chwili
drugiej zaczął czegoś szukać.
Klaudia lekko zdziwiona zapytała – Co robisz? – Artur nie odpowiedział, tylko zamknął drzwi, a w ręku trzymał gruby, frotowy pasek
od szlafroka. – Improwizuję – powiedział i podszedł do jej skrępowanych stóp. – Klaudia szybko zabrała nogi i
próbowała nie dać się złapać, ale on był silniejszy. Rozprostował jej kolana, usiadł na nich zaczął
przywiązywać do stalowych poręczy w dole łóżka. Słyszał jej protesty, ale nic sobie z tego nie robił.
Teraz nie miała żadnej możliwości ruchu. – No, to teraz maleńka zajmę się Tobą... – popatrzył na nią z góry. Uwielbiał tą niepewność w
oczach ofiary. – Ciekawe czy celowo wybrałaś takie łóżko? – zapytał, ale nie czekał na odpowiedź.
Usiadł obok niej na łóżku. Materac lekko się ugiął po jego ciężarem i lekko zaskrzypiały sprężyny.
Zerknął na jej idealne ciało i zabrał się do pieszczot.Gładził delikatnie jej krągłości. Piersi, brzuch,
uda. Delikatnie muskał jej ciało opuszkami palców, aż poczuł, że całe napięcie z niej schodzi. Znów
delikatnie się poruszała w rytmie jego palców, oddychała szybciej, przymykała oczy i pozwoliła
ciału na naturalne reakcje.
Artur do ruchów palców dołączył język. Jęknęła, gdy zajął się ponownie jej piersiami. Ssał
delikatnie sutki, lekko łapał zębami, szczypał brodawki, dmuchał na nie zimnym powietrzem.
Klaudia odchodziła od zmysłów, wiła się, jęczała, krzyczała i prosiła o jeszcze. Była na krawędzi
orgazmu, gdy poczuła łaskotanie pod pachami. - o nieeee... – jęknęła, ale ku jej zaskoczeniu nie przeszkadzało jej to tak bardzo.
Artur szybko i delikatnie muskał opuszkami jej pachy, gdy tymczasem jego język zajmował się
sutkami. Klaudia cicho się śmiała, szarpała w więzach, ale jęczała coraz głośniej. W końcu Artur
poczuł jak jej ciało sztywnieje, a oddech zmienia się w urywany jęk. Zawyła głośno i zalała ją fala
wszechogarniającej przyjemności. Artur pocałował ją lekko w usta i obserwował jak dochodzi do
siebie.
Oszołomiona otworzyła po chwili oczy i uspokoiła oddech. - uchhh...to było niesamowite! – uśmiechnęła się szeroko. - Ty jesteś niesamowita – powiedział to i w jego oczach rozbłysły iskierki ciepła. – Ale to jeszcze
nie koniec... - Nie...? – Klaudia uśmiechnęła się zawadiacko, bo myślała, że Artur ją rozwiąże.
Artur mruknął tylko, wstał i podszedł do jej stóp - Proszę cię! Tylko nie to! - Ciiiiiii...- uciszył ją
Wtedy Klaudia poczuła jego palce. Odruchowo próbowała zabrać nogi, ale mogła jedynie zacząć się
śmiać. Wszystkie 10 palców tańczyły intensywnie na jej obydwu stopach, drapały delikatnie przez
pończochy napiętą skórę od pięt aż po palce. - Cóż za piękny śmiech, mógłbym słuchać go cały czas – zamruczał Artur, a Klaudia jedynie mogła
krzyczeć - NIEEEE!!!!
Jego palce nieco zwolniły, ale nadal było to nieznośne uczucie na stopach. Zmieniał ciągle siłę
nacisku, intensywność i tempo ruchów w taki sposób, że Klaudia dostawała ciągle nowe bodźce.
Śmiała się na całe gardło, próbowała uciekać stopami na boki, ale Artur ani na chwilę nie
przestawał. - Ahhahahha...Artur!! – zawyła żałośnie pomiędzy kolejnymi porcjami śmiechu i łaskotek, którymi
męczył ją Artur.
Na chwilę zwolnił i teraz tylko delikatnie muskał jej stopy opuszkami, oddychała ciężko i przez
dłuższą chwilę nie mogła przestać się śmiać. Gdy uspokoiła oddech, a dotyk stał się przyjemny,
Artur znów ją zaskoczył. Głośno zapiszczała i szarpnęła się na łóżku zanim po raz kolejny jej ciałem
wstrząsały skurcze mięśni. Poczuła setkę twardych, plastikowych zakończeń na stopach. Nie
wiedziała co to jest.
Jej śmiech był dla niego jak narkotyk. Łaskotał ją, słuchał jej błagań i patrzył na reakcje. - Podoba ci się szczotka? – zamruczał – bo mi bardzo. - Niieeeeeheheheheh!!!! – zawyła i znów roześmiała się na całe gardło. Szarpała się próbowała
uciec, ale nic to nie dało. Gdy zaczęła kaszleć Artur dał jej chwilę wytchnienia. - Przyniosę wody – zarządził i wyszedł do kuchni. Wrócił za szklanką wody, odgarnął jej długie
włosy z twarzy, które zakryły ją niemal całą podczas szarpania się w więzach. Podniósł jej głowę,
lekko podtrzymał kark i podał szklankę do ust. Wypiła powoli wodę zyskując kilka cennych sekund
na odpoczynek.
Artur czule pogładził ją po policzku. I patrzył jaka jest piękna. Zaróżowione policzki, kilka kropelek
potu na czole i ciężki oddech uświadomiły mu jaki to dla niej wysiłek.
Odstawił szklankę na komodę obok łóżka i znów podszedł do jej stóp. - Błagam, już nie! - zaskomlała - Kochaj się ze mną! – Była podniecona i chciała poczuć go w
sobie. - Już niedługo skarbie – Powiedział uspokajająco i wyszedł.
Słyszała odgłos przewracanych buteleczek w łazience, by po chwili ujrzeć Artura z triumfalnym
uśmiechem na ustach i balsamem do ciała w ręku. - Nie znalazłem oliwki – odpowiedział na jej pytające spojrzenie zanim zdążyła otworzyć usta.
Rozerwał jej pończochy, gdy znalazł się przy łóżku i posmarował jej stopy chłodnym balsamem.
Była to miła ulga dla podrażnionej skóry, ale nie spodziewała się, że to tylko zwiększy doznania. W
momencie, gdy znów poczuła palce przesuwające się po bosej stopie, śmiała się głośniej niż do tej
pory, mocniej szarpała i myślała, że oszaleje. - Nieeeee!! Błagam! Hahahah... – udało jej się wykrzyczeć pomiędzy słodkimi torturami.
Artur metodycznie łaskotał obie stopy od pięt, przez śródstopie po koniuszki palców, zadbał też o
to, aby złapać druga ręką palce u stóp, delikatnie je odgiąć i porządnie wyłaskotać wrażliwą skórę
pod palcami i miękkie poduszki.
Klaudia z trudem oddychała, jej śmiech stał się lekko ochrypły, a z oczu popłynęły łzy. W końcu
Artur się nad nią zlitował i przestał.
Rozwiązał linę wokół kostek i palców. Usiadł pomiędzy jej nogami. Zdjął rozerwane pończochy i
ujął jedną stopę w dłoń.
Klaudia szarpnęła się i zabrała nogę. - Obiecuję, że na dzisiaj koniec. Rozluźnij się.
Klaudia przytaknęła, bo nadal jeszcze nie mogła mówić, przełknęła tylko ślinę i poddała mu się.
Artur z wyczuciem i delikatnym naciskiem masował jej jedną stopę, gładził wierzch stopy i
masował skórę wokół kostek, po chwili zajął się druga stopą. Teraz już masował obie stopy, pieścił
je palcami i delikatnie głaskał całą dłonią. Klaudia zamruczała i przymknęła oczy.
Nagle poczuła wilgotny język pomiędzy palcami. Otworzyła oczy i uśmiechnęła się. Łaskotało, ale
nie zabrała stóp. Poddała się jego pieszczotom palców i języka. Całował każdy centymetr jej skóry,
łapał zębami każdy palec i szorstkim językiem lizał spód stopy. Uczucie podniecenia w dole brzucha
powróciło.
Jęczała cichutko gdy usta Artura szły coraz wyżej. Postawił jej stopy na materac i ściągnął
majteczki. Klaudia uniosła biodra, by mu to ułatwić.
Najpierw poczuła ciepło jego oddechu na swojej wygolonej na gładko skórze, po chwili jego palce
rozchyliły płatki jej cipki i wilgotny język dostał się do maleńkiego, twardego i wrażliwego punktu.
Szarpnęła się i gardłowy jęk wyrwał się z jej ust. - oooochhhhhh – mruczała, gdy jego język zwiększał intensywność ruchów. Jego palec zagłębił się
w niej, była gorąca, mokra i taka napalona. - Zerżnij mnie! – miauknęła. Artur dłużej już nie mógł ukrywać sporej wypukłości w spodniach.
Oderwał się od niej, poluzował pasek i zaczął ściągać koszulę. Klął w duchu, że nie wziął ze sobą
prezerwatyw, bo do cholery nie wiedział, że tak to się skończy. - Gumki są w pierwszej szufladzie komody– powiedziała ochrypłym z podniecenia głosem.
Doskoczył do mebla niczym tygrys i w ciągu kilku sekund znalazł się z powrotem przy niej.
Napalona wiła się pod nim i patrzyła z pożądaniem spod półprzymkniętych powiek. - Daj mi go do ust! – zażądała. Niewiele myśląc Artur pochylił się nad nią, oparł ręką o ścianę i
pozwolił jej ustom pieścić go. Klaudia miała nadal związane nadgarstki, co dodawało całej sytuacji
pikanterii.
Jęknął cicho, gdy jej gorący język i miękkie usta otuliły jego męskość. Czuł, że jest bardzo blisko,
więc wyciągnął go. - Nie dam rady zbyt długo – przepraszająco się uśmiechnął.
- Jestem tak podniecona, że u mnie to też nie potrwa długo – mruknęła, a Artur w tym czasie
założył prezerwatywę. Położył się na niej opierając na łokciu i powoli wszedł w nią. - Mocno! – warknęła – i szybko!
Artur wciągnął głośno powietrze i wbijał się w nią miarowo, z każdą sekundą był bliżej spełnienia.
Była ciasna i taka aksamitna. Artur poczuł, że jej mięśnie zaciskają się wokół niego, jęczała pod
nim coraz głośniej, gdy nagle cała się napięła, zacisnęła dłonie i wygięła w łuk. Doszli na szczyt
jednocześnie, po czym Artur opadł wyczerpany obok niej. Uwolnił jej ręce i mocno przytulił.
Gdy Klaudia odzyskała siły, czule pocałowała go w czoło i podziękowała. - Jesteś cudowna!
________________________
Klaudia i Artur spotykali się już kilka tygodni, sesje łaskotek stały się nieodzownym elementem gry
wstępnej. Czasami żeby zrobić Klaudii przyjemność Artur dał się związywać, jednak uległość
Klaudii brała górę i zdecydowanie ona wolała być ofiarą w tym związku.
Dzisiaj Klaudia była bardzo podekscytowana. Artur zaprosił ją na kolację do siebie. Stała przed
lustrem i przygładzała satynową sukienkę w odcieniu głębokiego fioletu. Dla kontrastu włożyła
czerwony żakiet i czerwone szpilki, które pięknie komponowały się z czarnymi pończochami.
Zerknęła na perfekcyjnie wykonany makijaż, wytuszowała ponownie rzęsy i usłyszała dźwięk
domofonu. Ostatnie pociągnięcie błyszczyka i już była gotowa do wyjścia.
Artur wrócił do auta i czekał na Klaudię. Kazał jej dziś ubrać sukienkę i pończochy, bo miał dla niej
niespodziankę. Kątem oka zobaczył jak drzwi się otwierają i oniemiał. Wyglądała cudownie i
mógłby ją przelecieć właśnie teraz, na masce samochodu, jednak tylko wysiadł z samochodu,
otworzył jej drzwi i kiwnął z uznaniem głową.
Okrążył auto, usiadł ponownie za kierownicą i lekko pocałował ją w usta. Nie odsunął się jednak,
bo wyszeptał jej kilka milimetrów od ust - Wyglądasz nieziemsko i nie mogę się doczekać aż cię dowiozę do domu.
Klaudia tylko mruknęła i namiętnie go pocałowała w usta, po chwili jej usta wyznaczyły ślad wzdłuż
żuchwy aż do płatka ucha. Przygryzła lekko i wyszeptała - to na co czekasz?
Klaudia obserwowała jak Artur z lekkością prowadził auto, zmieniał biegi i przesuwał dłonią po
kierownicy. Wyobrażała sobie, że jego ręka przesuwa się po jej ciele właśnie w taki sposób w jaki
on to teraz robił. Artur miał na sobie marynarkę i dżinsy, przez co Klaudia nabierała jeszcze
większej ochoty. Takie połączenie stylu oficjalnego, ze sportowym luzem działało na nią wyjątkowo.
Przygryzła wargę.
Gdy Artur zatrzymał się na światłach i zerknął na nią już wiedział, że wcale nie miała ochoty na
kolację. Uśmiechnął się do niej. - Kolację zjemy później, wiesz? - Wiem. – Odrzekła lekko zachrypniętym głosem.
Gdy dojechali na miejsce, Artur zamknął auto i wygrzebał z kieszeni klucze.
- Ostatnie piętro. – Powiedział Artur ochrypłym głosem, otwierając jej drzwi.
Wchodziła powoli po schodach, kołysząc uwodzicielsko biodrami.
Doskonale wiedziała co robi, bo Artur szedł tuż za nią. Wiedziała jak podnieść mu ciśnienie i
skierować myślenie na inny tor.
Stanęła przed drzwiami i zaczekała aż Artur ją wyminie, przy okazji mogła otrzeć się o jego biodra.
Puścił ją przodem, ale ona odwróciła się do niego i rzuciła na niego wpychając do mieszkania. Nogą
zamknęła drzwi, ściągnęła mu marynarkę i zaczęła odpinać pasek.
Uporała się z guzikiem, rozpięła rozporek i klęknęła przed nim. Gdy wzięła go do ust i delikatnie
ssała, Artur jęknął i podparł dłonią o drzwi. W międzyczasie Klaudia zrzuciła z siebie żakiet i nie
przestawała się nim zajmować. Przesuwała dłonią w górę i dół. Tuż za dłonią przesuwały się usta, a
język delikatnie pieścił główkę.
Artur chwycił ją lekko za brodę i kieszeni spodni wyciągnął gumki. Klaudia spojrzała na niego, ale
widząc w jego ręku mały kwadracik od razu wiedziała o co chodzi. Położyła się na podłodze i
podsunęła sukienkę do góry, szybko ściągnęła majteczki i odrzuciła je na bok. Artur przed nią
klęknął i rozchylił jej uda.
Wszedł w nią gwałtownie, ale nie sprawił jej bólu. Jęknęła z rozkoszy i wygięła się w łuk. Artur
przesunął dłońmi wzdłuż jej boków i ramion, by chwycić jej nadgarstki w żelaznym uścisku.
Wygięła się bardziej, odrywając plecy od podłogi i wystawiając szyję do pocałunków. Artur wgryzł
się w jej szyję. Lizał, pieścił i przygryzał, aż oddech Klaudii stał się krótki, urywany. Jęczała coraz
głośniej i napinała wszystkie mięśnie. Artur pieprzył ją rytmicznie. Wchodził w nią coraz głębiej i
czuł, że zaczyna drżeć. - Tak mała, jesteś piękna – wyszeptał jej do ucha i w tym momencie Klaudia wybuchnęła
intensywnym orgazmem. Po chwili Artur także doszedł w niej i opadł z sił obok niej na dywan. - Uchhhh...to było coś – wyszczerzyła się do niego, gdy już ich oddechy się uspokoiły. - Przy Tobie nie mogę się opanować – Artur lekko pocałował ją w czoło.
Podniósł się, podał jej majtki, a gdy je ubrała, pomógł jej wstać.
Artur skierował się do kuchni, a Klaudia rozejrzała się po mieszkaniu. Było ogromne. Wysokie, bez
ścian działowych, mnóstwo otwartej przestrzeni, w raczej surowym i nowoczesnym stylu.
Przeważała biel ścian, szarość mebli i czarne dodatki. Jedynie na środku pokoju, pomiędzy
ogromną czarną rogówką, a kominkiem była naturalnej wielkości imitacja tygrysiej skóry.
Było niesamowite i z racji tego, że było to poddasze, uroku dodawały wszechobecne skosy i
ogromna ilość okien przez które było widać rozgwieżdżone niebo. Klaudia poszła do kuchni, żeby
pomóc Arturowi, ale parujące jedzenie było już nałożone na talerze.
W porównania do reszty mieszkania kuchnia była krzykliwa i kolorowa. Białe meble kontrastowały z
żółtym blatem i ścianami w drobne, granatowo-zielono- czerwone paski. - Ładnie urządzone. - Dziękuję – odrzekł Artur i dodał – weź proszę wino.
Klaudia zabrała dwa kieliszki i butelkę białego, półsłodkiego wina. Artur postawił talerze na małej
szklanej ławie, której Klaudia wcześniej nie zauważyła. Grillowana pierś z kurczaka i warzywa
podsmażone na odrobinie oliwy smakowały wybornie. W tle leciała cicho, zmysłowa muzyka jednak
nigdzie nie było widać sprzętu grającego.
Po skończonym posiłku Klaudia mocno zaintrygowana muzyką spytała w końcu: - Skąd ta muzyka?
Artur uśmiechnął się szelmowsko. - To właśnie moja dzisiejsza niespodzianka. Chodź – chwycił ją za rękę i poprowadził w kierunku
pustej ściany.
Dopiero gdy Klaudia dobrze się przyjrzała, to zauważyła, że są tam drzwi przesuwne umiejętnie
wtopione w tło.
Artur przesunął je i jej oczom ukazało się skąpo oświetlone pomieszczenie bez okien. Ściany były
pomalowane na rdzawo – brązowy kolor, delikatnie boczne lampki miękko otulały światłem
drewniane belki sosnowe jedynie lekko pociągnięte lakierem bezbarwnym. Pomieszczenie było
mroczne a jednocześnie nie przerażało do tego stopnia, żeby wywoływać nieprzyjemne skojarzenia
z wycieczek szkolnych, gdy Klaudia zwiedzała Średniowieczne lochy.. - Wejdź - Artur delikatnie złapał ją za biodra i stanął tuż za nią. Teraz nie miała odwrotu, ale
wiedziała, że Artur nie zrobi nic, czego by nie chciała.
Powoli weszła do pokoju i rozejrzała się. Zanim jej oczy przyzwyczaiły się do przytłumionego
oświetlenia Artur przysiadł z boku na fotelu i pozwolił jej się przyzwyczaić do tego miejsca. Mebel,
który wybrał Artur przypominał fotel dentystyczny, z tym, że na dole, w okolicach kostek, miał
porządne, skórzane pasy i przy nadgarstkach również.
Klaudia wdychała głęboko zapach surowego drewna i rozglądała się po przeróżnych sprzętach.
Stoły z kolumienkami, dyby, materac z rzepami krawieckimi w kilkunastu miejscach, aby
unieruchomić ofiarę. Ławy, które miały mechanizm rozciągający. Wszystko wyglądało solidnie i
było z drewna zeszlifowanego na gładko, które następnie czymś zaimpregnowano. W kącie pokoju
stała komoda z kilkoma szufladami, a obok niej wszelkiego rodzaju i koloru liny i sznury. Naturalny
sznurek, obok syntetyczny we wszystkich możliwych kolorach, grubościach i splotach.
Przeszedł ją dreszcz podniecenia i uśmiechnęła się.
- Długo istnieje to pomieszczenie?
- Nie bardzo. W zasadzie niedawno ją skończyłem i chce na Tobie przetestować... – zawiesił głos i podszedł do niej.
– Zgodzisz się? – mruknął jej zmysłowo do ucha.
- Skąd masz te wszystkie meble? – już nie mogła ukryć wzbierającego w niej podniecenia.
- Część zrobiona została na zamówienie, a druga część...no wiesz, zdziwiłabyś się co można kupić przez internet – roześmiał się.
- A co to? – podeszła do drewnianego prostokąta rozłożonego na puszystym dywanie.
Do niego były przytwierdzone na karabińczykach, skórzane mankiety wyłożone mięciutkim materiałem. Dolna belka była kilkanaście centymetrów nad dywanem.
- Chcesz się przekonać? To ściągnij sukienkę i bieliznę.
Klaudia posłusznie zrobiła o co prosił i stanęła przed nim w samych pończochach.
- A teraz klęknij tutaj – pokazał jej poduszkę, którą w międzyczasie położył na dywan.
Artur złapał ja za kostki i przeciągnął po belką. Zapiął mankiety w kostkach i na nadgarstkach, ale Klaudia nadal miała dużo swobody.
- Takim sposobem, to szybko ci się wywinę. – roześmiała się i poruszyła w przód i bok, aby mu to udowodnić.
Artur wstał i poszedł po kawałek deski ze wspornikami, który leżał pod ścianą. Deska była obita skajem i gąbką.
- Raczej nie. – Mrugnął do niej i podłożył jej pod biodra tę podpórkę.
Jej górna cześć ud płasko przylegała do deski, ręce były mocno wyciągnięte do przodu, a stopy zablokowane przez deskę nad kostkami. Przypominało to pozycję na pieska, ale była od niego zupełnie zależna. Dodatkowo klinami zablokował podpórkę i poszedł po liny. Przeciągnął sznurek przez dziury w desce i unieruchomił górną cześć ud. Oprócz tego zabezpieczył linami mankiety wokół kostek . Mocno je naciągnął, w ten sposób, że Klaudia nie mogła się ruszyć. Wymierzył jej lekkiego klapsa w pośladek. Szarpnęła się i jęknęła.
- Ochh...nieeeeee... błagam cię, bądź łagodny! – wyjęczała.
- Oboje wiemy, że tego nie chcesz – Przyklęknął za nią i gładził jej plecy i pośladki, całując, lekko gryząc i wymierzając kolejne klapsy.
Po chwili wstał i poszedł do komody. Wyciągnął kilka rodzajów piór, szczoteczkę elektryczną, szczotkę do włosów i oliwkę. Ponownie za nią klęknął, jednak tym razem nie był to zmysłowy dotyk, bo poczuła pod pachami dziesięć palców nawilżonych oliwką, które bezlitośnie tańczyły po jej nagiej skórze.
- Ahahahahaha... – krzyknęła głośno i próbowała się wyrwać.
Była zupełnie bezbronna i pozbawiona możliwości jakiegokolwiek ruchu. Deska z przodu blokowała jej możliwość ucieczki, natomiast Artur przyparł ją mocno biodrami. Krążył palcami w górę i w dół jej ramion, od czasu do czasu łaskotał żebra, by po chwili łaskotać brzuch. Ani na chwilę nie przestawał jej drażnić, ciągle zmieniając miejsca i natężenie ruchu palców. Klaudia głośno się śmiała i próbowała wyrwać, ale na
próżno. Artur lekko się od niej odsunął i zaczął delikatnymi, szybkimi ruchami łaskotać jej pośladki.
- Nieeeeeeeeheheheeh – usłyszał tylko jej pisk i kolejna porcję śmiechu..
Miał ją całą dla siebie i zdaną tylko na jego łaskę. Dał jej chwilę odpocząć, spowalniając intensywność ruchów, jednak dotyk nadal ją drażnił. Mogła
tylko nieznacznie się wygiąć w bok, co z resztą próbowała zrobić. Artur nachylił się w stronę jej ucha i wyszeptał
- Możesz piszczeć ile wlezie...pomieszczenie jest dobrze wygłuszone. – Jego palce znów lekko
drażniły jej żebra, boki i pachy, a Klaudia czuła narastające podniecenie.
Nie tylko swoje, ale także Artura. Jego męskość napierała na jej biodra, a jego szybszy oddech drażnił jej ucho i wywoływał dreszcz, gdy zbliżał swoje wargi do niej.
- Kochaj się ze mną proszę... – sapnęła.
- Nie tak szybko mała...przecież wiem, że to lubisz... – Zaczął intensywnie poruszać palcami pod jej gładkimi pachami, a ona tylko się szarpnęła i roześmiała.
- Nieeeee, hahahaha, nieee... – wiła się pod nim i śmiała.
Napinała każdy mięsień, ale łaskotki odczuwała intensywniej. Gdy wymierzył jej kolejnego klapsa i jeszcze jednego, a później zaczął
łaskotać jej wypiętą pupę jej pisk i śmiech był głośniejszy niż Artur przypuszczał.
Podziwiał ten piękny widok. Była wilgotna, zaróżowiona, biel jej skóry kontrastowała z czarnymi pończochami. Artur na chwilę przestał ją łaskotać, by dać jej odpocząć. Położył dłonie na jej biodrach i zanurzył w niej język. Ślizgał nim w górę i dół, zahaczając od czasu do czasu o mały,
twardy guziczek.
- ochhhhh... taaak...– Klaudia zajęczała i wypięła się w jego stronę. Zacisnęła dłonie w pięść i
wygięła plecy, by ułatwić mu dostęp. – nie przestawaj skarbie... – mruczała, a gdy nagle przerwał tę słodką pieszczotę, Klaudia jęknęła żałośnie
- Nieeee... – odwróciła głowę, ale widziała tylko zarys jego sylwetki kątem oka.
Wziął do ręki sztywne piórko i zaczął drażnić jej łechtaczkę. Przesuwał piórkiem wzdłuż jej płatków i poruszał lekko na boki. Po jakimś czasie piórko zaczęło zwiedzać wyższe i niższe rejony jej intymnych okolic, a Klaudia zrobiła się mokra jak jeszcze nigdy dotąd. Zaczęła drżeć, aż w końcu
cała zesztywniała i gdy dochodziła Artur zatopił w niej dwa palce.
Jęknęła głośno i Artur czuł jak jej mięśnie zaciskają się na nim. Poruszał w niej palcami w przód i w tył dociskając w stronę jej brzucha. Nie przestawał aż całkiem się nie uspokoiła i jej ciałem wstrząsnął dreszcz. Klaudia była oszołomiona, ale szczęśliwa. Dłuższą chwilę uspokajała oddech, a gdy myślała, że to koniec, rozerwał jej pończochy, nalał trochę oliwki na dłonie i posmarował jej stopy. Klaudia doskonale wiedziała co za chwilę się stanie.
- Proszę Cię, już nie! ... Pieprz mnie!!- błagała go, ale Artur tylko ją uciszył.
- Ciiiii...jeszcze chwilkę Kochanie – powiedział spokojnie i wziął do rąk szczotkę do włosów.
Zaczął nią przesuwać energicznie po całej jej stopie. Pięty, palce, śródstopie...nic nie umknęło jego uwadze, a Klaudia nie mogła opanować śmiechu. Szarpała się i próbowała wyrwać nogę, ale była skutecznie unieruchomiona. Podczas gdy szczotka zajmowała się piętami i śródstopiem, Artur wciskał palce pomiędzy jej paluszki stóp.
- Niiiiiieeeeeeee!!! – dało się słyszeć jej protesty, ale Artur ani na chwile nie przestawał.
Po chwili zmienił narzędzie na elektryczną szczoteczkę do zębów i pokój wypełnił jej perlisty śmiech na przemian z piszczeniem. Był tak podniecony, że nie wytrzymał dłużej. Rozpiął szybko spodnie, nałożył gumkę na mocno naprężonego penisa i wbił się w nią mocno.
- Dalej mała, jeszcze raz... – powiedział ochrypniętym głosem i pieprzył ją mocno, wymierzając co jakiś czas klapsa.
Jej oddech stał się urywany, wbiła palce w dywan i po kilkunastu sekundach doszła razem z Arturem.
Opadł na jej plecy i uspokajał oddech, całując ją jednocześnie.
Gdy oboje wyrównali oddechy, Artur rozwiązał ją, wziął na ręce i zaniósł do łazienki.
Po wspólnym prysznicu, resztę wieczoru spędzili na tygrysiej skórze z kieliszkiem w ręku,
podziwiając igrające w kominku płomienie...
- Kocham cię...
Offline
Strony: 1